Studia raz jeszcze


#81

RoR, programowanie, IT? Co do tego ze ror moze sie “skonczyc” to sie klocic nie bede, ale na programistow tego czy innego jezyka popyt bedzie zawsze.[/quote]
Inna sprawa jest taka, że jeżeli ktoś by mnie nie zatrudnił, bo nie mam papierka, to ja chyba nie chcę w takiej firmie pracować.


#82

@drogus: oczywiście masz rację w większości przypadków. Są jednak stanowiska głównie w instytucjach państwowych, gdzie są formalne wymogi odnośnie wykształcenia. Dla przykładu często w ogłoszeniach o pracę w KNF, ABW (choć u nich to też inna bajka) oraz różnego rodzaju ministerstwach mamy jasno doprecyzowane warunki zatrudnienia. Tak pierwsze z brzegu ogłoszenie:
http://www.pracuj.pl/praca/glowny-specjalista-w-departamencie-informatyki-warszawa,oferta,2636715

Wymagane dokumenty i oświadczenia:

  • kserokopie dokumentów potwierdzających spełnianie wyżej wymienionych wymogów (m.in. świadectwa pracy lub aktualne zaświadczenie o zatrudnieniu, kserokopie potwierdzające wykształcenie itp.).

Czy to jest zasadne, czy też nie to nie mi to oceniać. Jakie ja mam opinie o papierkach to sam dobrze wiesz :wink:

Od dłuższego już czasu zbieram sobie argumenty “za” oraz “przeciw” studiowaniu. Moim zdaniem pomimo tego co piszą ludzie, którzy zalecają pójście na studia oraz Ci co tego odradzają należy kierować się swoim rozumem, swoją sytuacją i swoimi potrzebami. Warto iść na studia i najwyżej później zrezygnować. Wtedy człowiek będzie mieć swoją opinie na temat studiów i sam zdecyduje co dla niego jest dobre. Moim zdaniem jest zbyt dużo zmiennych, aby stwierdzić, że studia są do kitu lub warto marnować czas na ich skończenie.

Ja ze swoich studiów zrezygnowałem i jest mi z tym dobrze, ale to jest moja sytuacja, moje życie i ja będę zbierał owoce tej decyzji lub ponosił w przyszłości przykre konsekwencje z tego tytułu. Trzeba mieć swój rozum, odpowiedzieć sobie na kilka pytań i wybierać to co dla Ciebie będzie dobre, a o tym wiesz Ty i tylko Ty. Nigdy też nie wiadomo, czy kiedyś mi się nie odwidzi i nie wrócę na studia - bo czemu nie? :slight_smile:


#83

Czyli Google odpada? http://www.google.com/about/jobs/locations/mountain-view/engineering/swe/software-engineer-mountain-view.html

[quote]Requirements:
BS, MS, or PhD in Computer Science or related technical discipline (or equivalent).[/quote]
Wybacz, samo się prosiło :wink:

Ciekawostka: na około 100 “technicznych”, którzy pracują tam gdzie ja, jeden ma tytuł doktora (PhD) i akurat tak się składa, że jest głównym architektem. Oczywiście wiem, że to jest correlation, a nie causation, ale…


#84

Tak jak Sharnik napisał.

Gratuluję optymizmu który pozwala sądzić że przez całe życie (bo jakieś 40 lat pracy jeszcze przed sobą ma każdy z nas) będziesz pracował wyłącznie w małych firmach robiących webappy, w których będą przyjmowali do pracy na podstawie konta na Githubie. Perspektywa fajna, ale jako inżynier oraz osoba która poczytała troszkę o historii rozwoju IT wolę mieć fallback.


#85

Czyli Google odpada? http://www.google.com/about/jobs/locations/mountain-view/engineering/swe/software-engineer-mountain-view.html[/quote]
No niestety tak :wink:

Zresztą z tego co wiem to Rysiek Szopa, który w google pracuje, jest po filozofii, więc niewiele to ma wspólnego z programowaniem i chyba nie jest “related technical discipline” - coś się to kupy nie trzyma :wink:


#86

Moje argumenty za studiowaniem:

  1. możliwość zgłębienia tego co nas interesuję, bez pośpiechu typowego dla pracy
  2. kontakty z ludźmi wykraczające poza robienie interesów
  3. formalne potwierdzenie posiadanej wiedzy
  4. zapoznanie z tematami/zagadnieniami, które mogą nam się w pierwszej chwili wydać nieprzydatne, a w dalszej perspektywie bardzo istotne
  5. możliwość wyjazdu na wymianę zagraniczną

System 3 + 2 pozwala nam również skorygować decyzję co do wyboru uczelni/kierunku.

Podsumowując: jeśli ktoś może studiować, to nie widzę powodu, na skracanie sobie młodości.

Taki mój kondensat.


#87

Rysiek pracuje w YouTube który ma własną, odrębną politykę i ścieżkę rekrutacyjną. I jak sam przyznaje tylko dzięki temu “przeszedł” na stanowisko techniczne z wykształceniem humanistycznym.


#88

Rysiek pracuje w YouTube który ma własną, odrębną politykę i ścieżkę rekrutacyjną. I jak sam przyznaje tylko dzięki temu “przeszedł” na stanowisko techniczne z wykształceniem humanistycznym.[/quote]
Youtube też mi starczy w razie czego :wink:

Jak nie musisz dodatkowo pracować zarobkowo, to się zgodzę.

No właśnie niestety pierwsze studia rzuciłem, bo były 5 letnie, bez możliwości ich rozbicia w żaden sposób (a nie wszystko mi tam pasowało). Gdybym mógł skończyć po trzech, to pewnie byłoby ok, później było już tylko ciężej się do tego zabrać :wink:


#89

Jest jeszcze coursera.org i podobne inicjatywy na których można zdobyć wiedzę o wiele lepszej jakości niż ta ze studiów. Sposób przekazywania wiedzy w Polsce jest beznadziejny - tyle mogę powiedzieć po 3 tygodniach kursu ML. http://wyborcza.pl/1,95892,12478818,Uczelnie_techniczne__zero_praktyki__100_proc__teorii_.html?utm_source=HP&utm_campaign=wyborcza&utm_content=cukierek1&utm_medium=AutopromoHP


#90

Co do tego, że wiedza często jest kiepsko przekazywana i zdecydowanie można by to poprawić - masz rację, ale ten list to mocno przesadzone biadolenie ;).


#91

Według mnie nie, na moich studiach wiele przedmiotów było prowadzone w oderwaniu od rzeczywistości. I wierzę, że podobnie, a nawet gorzej jest na politechnikach - choć na pewno są chlubne wyjątki.


#92

To ja mogę odbić piłeczkę i dopisać - poziom sutdentów w Polsce jest beznadziejny, nie chce im się robić zadań domowych i czytać zadanych artykułów/rozdziałów w podręcznikach.

Tylko, że to nie jest prawda - to jest uogólnienie i to daleko idące. Jest grupa studentów, których dany przedmiot nie interesuje - nie chodzą na wykłady, nie zgłębiają tematu. Ale są też studenci, którzy wykazują zainteresowanie. Podobnie są wykładowcy, którzy naprawdę przykładają się do swojej pracy i starają się zainteresować studentów tematem zajęć.

Zgadzam się, że kursy na coursera (brałem udział w ML) są świetnie przygotowane. Ale weź pod uwagę fakt, że ludzie którzy to realizują są często najlepszymi specjalistami w swojej dziedzinie, są bardzo dobrze opłacani i niewątpliwie mają pełne wsparcie ze strony swojej uczelni. Gdybym miał takie warunki, to z wielką przyjemnością przygotowałbym kurs Rubiego w tej formule. Niestety np. z funduszy na działalność statutową nie mogę dostać żadnego wynagrodzenia - mogę jedynie zakupić jakieś środki trwałe, opłacić wyjazd na konferencję albo zlecić coś podmiotom zewnętrznym. A przygotowanie takiego kursu to są godziny nagrań, pracy nad dobrze przemyślanymi zadaniami, itd. itp. Czy chciałoby Ci się robić coś takiego za wynagrodzenie poniżej 2000 PLN (na rękę)?

Poziom wynagrodzeń jest też dobrą odpowiedzią na pytanie, dlaczego na studia doktorackie idą ludzie “nieogarnięci” we współczesnym świecie (lub tacy, którym naprawdę zależy na uprawianiu nauki). Jeśli chcesz robić sensowne badania, to powinieneś poświęcać na to mniej więcej tyle czasu co na pełnym etacie. No dobra, tylko za co się utrzymasz (nie mówiąc już o rodzinie - bo zwykle jest to okres w życiu, kiedy realnie zaczynasz myśleć o założeniu takowej)? Są stypendia doktoranckie - dostaje je do 30% studentów i to na żenującym poziomie ok. 1300 PLN. Są też dodatkowe stypendia, np. w Krakowie jest to projekt Doctus - 3000 PLN/mies. Ale aplikujesz na to na drugim roku, wyniki są gdzieś w połowie drugiego roku, a pieniądze (o ile dostaniesz) gdzieś pod koniec drugiego roku. I nie są wypłacana co miesiąc, tylko w transzach - w zupełnie nieprzewidywalnych terminach. Zastanów się, czy przez dwa lata byłbyś w stanie utrzymać się za nic, licząc na to, że uda Ci się uzyskać to stypendium?

Odpowiedź jest oczywista i brzmi: nie. Dlatego każdy kto robi doktorat praktycznie musi pracować gdzieś indziej. Wybór jest taki: uczelnia albo firma. Na uczelni zarobki są marne (patrz wyżej) a w firmie mało kto będzie chętny do zatrudniania za sensowne wynagrodzenie w niepełnym wymiarze godzin. W obecnej formie studia doktoranckie w Polsce są bez sensu - w innych krajach europejskich najczęściej wszyscy doktoranci dostają stypendium (na poziomie 1000 euro) i nie muszą prowadzić żadnych zajęć dydaktycznych. A u nas nie dość, że szanse na stypendium są niewielkie, to jeszcze często jego otrzymanie jest uwarunkowane prowadzeniem zajęć (często nieodpłatne).

Bez odpowiednich nakładów finansowych na naukę sytuacja się nie zmieni. Tyle z mojej strony.


#93

@apohllo Dobre podsumowanie. Znam osoby które robiły doktorat w Szwecji - pensji starczyło i na średniej klasy używany samochód i niewielki jacht i dalekie podróże.

Czyli, podsumowując: bida z nędzą!?


#94

Jak zawsze…


#95

Trzy grosze z innego nieco podwórka: Znajomy, robiący doktorat z biotechnologii jest obecnie na stypendium w Monachium. Jego wrażenia.Wyposażenie/technika: Polskie laboratoria są (o dziwo) dużo lepiej wyposażone i doinwestowane(szczególnie w ostatnich latach). Mimo to uczelnia Niemiecka jest w 50 miejscu na świecie, Polska o rząd wielkości dalej. Poziom życia naukowca w Niemczech jest za to o wiele lepszy.
Z jego opowiadań wynikało też że w Polskiej nauce panuje kuriozalna polityka finansowa. Nisko zarabiający naukowcy otrzymawszy grant dostawali do dyspozycji środki finansowe dalece przekraczające realne potrzeby. Kończyło się to zakupami możliwie najdroższego i najbardziej wypasionego sprzętu i to nawet tam, gdzie nie wpływało to na jakość badań i faktycznie można by oszczędzić. Dlaczego? Aby środki nie uległy zmniejszeniu.

Wnioski: W polskiej polityce naukowej zapomina się o czynniku ludzkim. Jeżeli człowiek ma faktycznie poświęcać się nauce powinien zarabiać godne pieniądze, tak aby tak przyziemne kwestie nie odrywały go od badań


#96

Podpisuję się pod tym obiema rękami.


#97

I ile semestrów matematyki dyskretnej czy algebry przerobiłeś na courserze?
Może jakąś własną publikację naukową strzeliłeś w wyniku któregoś z tych kursów?

Bez jaj. Kursami w sieci nie nauczysz się tego, co potrzebne i przydatne ale mało “seksowne”, a co dobra uczelnia wepchnie Ci w gardło ku wdzięczności jakieś 2-3 lata później. “80% of success is showing up” i tego żaden kurs zdalny nie nauczy ani nie wykorzysta.


#98

To już pewnie kwestia podejścia. Jest pełno ludzi którzy robią matme na studiach i pół roku później całeczki z 1/x nie zrobią.
Tak samo oglądanie wykładu na courserze przy piweczku dla relaksu też na wiele się nie zda. To raczej punkt wyjścia do własnej pracy przy zgłębianiu danego zagadnienia.


#99

Dyskretnej nie ma ale reszta jak najbardziej https://www.coursera.org/category/math


#100

I ile semestrów matematyki dyskretnej czy algebry przerobiłeś na courserze?
Może jakąś własną publikację naukową strzeliłeś w wyniku któregoś z tych kursów?

Bez jaj. Kursami w sieci nie nauczysz się tego, co potrzebne i przydatne ale mało “seksowne”, a co dobra uczelnia wepchnie Ci w gardło ku wdzięczności jakieś 2-3 lata później. “80% of success is showing up” i tego żaden kurs zdalny nie nauczy ani nie wykorzysta.[/quote]
Wydaje mi się, że bardzo generalizujesz i przeceniasz tym samym uczelnie. To co student wyniesie z przedmiotu, to moim zdaniem połączenie jego chęci, motywacji do nauki i wykładowcy, który przedmiot prowadzi. Nie powiesz mi chyba, że na uczelniach państwowych nie ma wykładowców, którzy wspomnianą matematykę dyskretną, czy inne przedmioty matematyczne, wykładają po macoszemu i zupełnie bez sensu (typu: przepisują podręcznik na tablicę). I jaką w takim przypadku ma przewagę uczelnia nad courserą?

I bonusowe pytanie: robiłeś może na courserze jakikolwiek kurs z tych mało seksownych przedmiotów, typu analiza matematyczna lub statystyka? Ja nie robiłem jeszcze, ale pytam z ciekawości czy opierasz swoje stwierdzenie na podstawie: sprawdzałem i wiem, że jest kiepsko, czy: kursy online są bez sensu, więc na pewno jest kiepsko. Jeżeli to pierwsze, to chętnie usłyszę co z tym kursem jest nie tak (bo być może rzeczywiście nie ma to sensu).

UPDATE: no dobra, analizy jeszcze tam nie ma, ale jest kilka innych ciekawych, np. wspomniana przez lewy313 algebra

UPDATE2: wychodzi moja nieznajomość angielskich nazw przedmiotów matematycznych, calculus to odpowiednik naszej analizy, tak? W programie są całki, równania różniczkowe i różne inne ciekawe rzeczy, więc wygląda na analizę :wink: